- Chyba mi cię bogowie zesłali - szepnął Szczur, świdrując ją zielonym spojrzeniem. - Pomyśleć tylko, nie wierzę w nich, a zesłali. Nie oglądaj się, mała idiotko. Musisz mi pomóc... Nadstaw uszu, zaraza... .

- Kupiec Biberveldt - oświadczyło - przykazuje dokupić garnków, gdyby zabrakło. Cena nie gra roli.. - No, Szybalski, nie zawiodłeś jednak pana profesora.. . W miarę, jak Saphira się upijała, jej uczucia i myśli z coraz większą siłą zalewały Eragona. Miał coraz większe trudności z poleganiem na własnych myślach. Oglądał świat jednocześnie swoimi i jej oczami, a wzrok smoczycy sprawiał, że otoczenie zamazywało się, nabierało innych kolorów. Nawet zapachy co chwila ulegały zmianie, stawały się ostrzejsze, mocniejsze. Krasnoludy zaczęły śpiewać. Saphira, wijąc się w miejscu, nuciła im do wtóru, podkreślając każdy wers rykiem. Eragon otworzył usta, by dołączyć do chóru, i ze zdumieniem odkrył, że zamiast słów wydobył się z nich ochrypły smoczy warkot. To już za wiele, pomyślał, kręcąc głową. A może po prostu jestem pijany? W końcu uznał, że to nie ma znaczenia i nie zważając na swój głos, podjął radosną pieśń. W miarę rozchodzenia się wieści o Isidar Mithrimie coraz więcej krasnoludów przybywało do sali. Wkrótce setki stłoczyły się przy stołach, tworząc ciasny pierścień wokół Eragona i Saphiry. Orik wezwał muzyków, którzy ustawili się w kącie i ściągnęli z instrumentów pokrowce z zielonego aksamitu. Wkrótce rozbrzmiały dźwięki harf, lutni i srebrnych fletów.. Szukałem jakiejś drogi ucieczki, drzwi lub czegokolwiek, ale nie znalazłem. Żadnego tylnego wyjścia. Może mógłbym rozbić okno, lecz wszystkie znajdujące się na parterze były zakratowane..